EkologiaGospodarkaKlimatNaturaPrzemysłPrzyrodaŚrodowisko

Prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden, organizatorem szczytu klimatycznego 2021

Szczyt Klimatyczny

22 kwietnia, w Światowym Dniu Ziemi, odbędzie się szczyt klimatyczny, którego organizatorem jest prezydent Stanów Zjednoczonych, Joe Biden.

W Dzień Ziemi przywódcy kilkudziesięciu państw spotkają się zatem na szczycie klimatycznym, zaproszeni przez prezydenta Stanów Zjednoczonych.

W wydarzeniu weźmie udział także polski prezydent.

Rok temu zastanawialiśmy się, jak bardzo pandemia koronawirusa i związane z tym zatrzymanie największych gospodarek świata ograniczą negatywne oddziaływanie człowieka na klimat.

Obserwowaliśmy zaniknięcie smogu w przemysłowych miastach Chin i oczyszczenie niezakłócanej turystycznymi łodziami wody w weneckich kanałach.

Niestety, doroczny raport o stanie klimatu, przygotowany przez Światową Organizację Meteorologiczną, dowodzi, że w minionym roku wszystkie wskaźniki pokazywały postęp zmian klimatu, a 2020 był jednym z trzech najcieplejszych w historii pomiarów. 

Z jednej strony emisje CO2 spadły w całym ubiegłym roku aż o 6%, najmocniej od II wojny światowej.

Ale już w grudniu widać było silne odbicie. 

Poziom dwutlenku węgla w atmosferze jest najwyższy od przynajmniej kilku milionów lat, od czasu pojawienia się człowieka nigdy nie było tak dużo.

Pandemia miała zatem krótkotrwały wpływ na spadek emisji CO2 i w zasadzie niezauważalny na koncentrację tego gazu w atmosferze. 

W tym roku wcale nie będzie lepiej.

Jak szacuje w najnowszym raporcie Międzynarodowa Agencja Energii, emisje CO2 mają wzrosnąć o 1,5 gigaton, w ślad za odbiciem globalnego popytu na węgiel, przede wszystkim z Azji, spodziewamy się w końcu silnego ożywienia gospodarczego po koronakryzysie.

Szykuje się nam drugi największy roczny wzrost emisji w historii.

Mniejszy tylko od skoku zanotowanego po kryzysie finansowym, dekadę temu.

Wprawdzie rośnie też wykorzystanie zielonych źródeł, w tym roku ten wzrost ma wynieść 8% i mają one dawać już 30% energii elektrycznej, ale to wciąż za mało. 

Z taką oto perspektywą obchodzimy 22 kwietnia Światowy Dzień Ziemi, w tym roku pod hasłem „Przywróć naszą Ziemię”.

I w tym roku ten dzień to bardzo dobra okazja, żeby ogłosić ważne działania w dziedzinie klimatu.

W Dniu Ziemi startuje bowiem szczyt światowych przywódców w sprawie klimatu, zwołany przez prezydenta Stanów Zjednoczonych.

W wirtualnym spotkaniu, które potrwa do piątku 23 kwietnia, weźmie udział 40 liderów.

W rozmowach obok Andrzeja Dudy, prezydenta Rosji Władimira Putina, chińskiego przywódcy Xi Jinpinga, premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona, króla Arabii Saudyjskiej, przedstawicieli Unii Europejskiej, wezmą też udział liderzy kilku państw, które są najbardziej zagrożone.

Na szczycie pojawi się między innymi Gaston Browne, premier Antigui i Barbudy, maleńkiego wyspiarskiego kraju z Karaibów, któremu zagraża podnoszący się w wyniku globalnego ocieplenia poziom morza.

Będzie tam też (wirtualnie oczywiście) David Kabua, prezydent Wysp Marshalla, z których część, według szacunków, ma znaleźć się pod wodą już w r. 2035, a inne mogą stracić dostęp do wody pitnej z powodu zanieczyszczenia jej ujęć słoną wodą morską. 

Oczekuje się, że na szczycie padną nie okrągłe słówka i ogólnikowe zapewnienia, a przede wszystkim konkrety.

I wiele wskazuje, że tak się właśnie stanie.

Stany Zjednoczone mają przedstawić nowy cel klimatyczny na r. 2030, może chodzić o cięcie emisji o nawet 50% w porównaniu z r. 2005.

Swoje cele mogą też pokazać Kanada i Japonia. 

Tuż przed szczytem pojawiło się kilka poważnych deklaracji, moment ich złożenia świadczy o swego rodzaju pr-owskim zagraniu, ale ostatecznie przecież liczy się efekt.

Wielka Brytania we wtorek ogłosiła, że do r. 2035 chce zmniejszyć emisje dwutlenku węgla o 78% w porównaniu z rokiem 1990.

To bardzo ambitne plany, Brytyjczycy w ogóle wyrastają na globalnego lidera w walce o klimat (niestety, trudno porównywać deklaracje między sobą, bo państwa, jak widać po USA, przyjmują różne daty odniesienia).

I kolejny raz wyprzedzają Unię Europejską zarówno pod względem czasu ogłoszenia decyzji, jak i jej zakresu.

W środę 21 kwietnia, wczesnym rankiem (tuż przed 6:00), w Brukseli udało się dojść do porozumienia w sprawie unijnego celu, przynajmniej 55% redukcji emisji do r. 2030.

Poprzedni był na poziomie 40%, ale wypracowany kompromis wielu się nie podoba.

Parlament Europejski wzywał do znacznie ambitniejszego zmniejszenia emisji, o 60%.

Do tego porozumienie nie zobowiązuje wszystkich unijnych krajów do deklaracji zerowej emisji do r. 2050 (choć UE jako całość taką przyjęła).

Co powie Polska?

Co zaprezentuje na szczycie prezydent Duda?

Na poniedziałkowym spotkaniu z Młodzieżową Radą Klimatyczną nie było zapowiedzi odważnych deklaracji, a raczej powtarzanie wielokrotnie już składanych wyjaśnień, że Polska jest w specyficznej sytuacji gospodarczej, która uniemożliwia deklarowanie zeroemisyjności.

Gdyby to samo powtórzył na szczycie, Polska trafiłaby na peryferia jednej z najważniejszych obecnie globalnych dyskusji.

Według niektórych, zaproszenie dla Andrzeja Dudy to nie tylko realizacja wcześniejszych zapowiedzi Bidena dotyczących współpracy obu krajów przy rozwiązywaniu wspólnych problemów.

Z opublikowanego przez Departament Stanu harmonogramu szczytu wynika, że Andrzej Duda ma wziąć udział w zaplanowanej na drugi dzień (23 kwietnia) sesji dotyczącej korzyści ekonomicznych, jakie dają działania na rzecz klimatu, w tym tworzenia miejsc pracy.

Optymistycznym może być fakt, że zarówno Rosja jak i Chiny przyjęły zaproszenie amerykańskiego prezydenta, pomimo narastających napięć na linii Waszyngton – Moskwa i Waszyngton – Pekin.

Co więcej, Chińczycy wraz z Amerykanami w minioną sobotę podpisali deklarację współpracy w polityce zagranicznej.

Zawiera ona jak na razie dość ogólnikowe stwierdzenia, ale jest ważna o tyle, że chodzi o jednocześnie dwóch największych emitentów gazów cieplarnianych i dwie największe globalne gospodarki.

Nie wiadomo, z czym na szczycie pojawią się Chiny, rzeczniczka tamtejszego ministerstwa spraw zagranicznych zapowiedziała tylko, że Xi Jinping wygłosi „ważne” przemówienie.

Na szczycie mogą pojawić się także deklaracje dotyczące finansowania transformacji klimatycznej w krajach rozwijających się.

Jeden z nich, który także jest w gronie zaproszonych, Indie, mocno odstaje w walce.

Kilka tygodni temu pojawiły się doniesienia, że premier Narendra Modi rozważa ogłoszenie celu zeroemisyjności netto w r. 2047, bijąc na głowę Chiny, Stany Zjednoczone, UE i Wielką Brytanię.

Tyle że to oznacza ogromne wydatki, na które Indii nie stać i chciałyby wsparcia ze strony państw rozwiniętych.

Z doniesień przed szczytem wynika także, że możliwe jest porozumienie dotyczące finansowej pomocy w ograniczaniu wylesiania Amazonii – między USA, Wielką Brytanią i Brazylią.

Wirtualne spotkanie to dobra okazja, by ożywić dyskusję na temat walki o klimat i podbić ambicje poszczególnych państw przed COP26 w listopadzie, czyli dorocznym szczytem klimatycznym, który odbędzie się w Glasgow.