CzłowiekNaturaPrzyrodaŚrodowisko

Sezon na kleszcze w pełni

Kleszcz

Kleszcze to najgroźniejsze pasożyty zewnętrzne człowieka, przenoszące niebezpieczne choroby zakaźne – boreliozę i kleszczowe zapalenie mózgu. Najczęściej ludzie zarażają się od kleszczy boreliozą.

W tym roku kleszcze są wyjątkowo aktywne. Ze statystyk wynika, że nawet co drugi kleszcz jest roznosicielem krętków borelii. A to oznacza, że po ugryzieniu może nam „przekazać” chorobę, z którą wcale nie tak łatwo walczyć.

Co zrobić po ukąszeniu? Jakie badania warto wykonać?

Na te pytania odpowiada prof. Tomasz Wielkoszyński – lekarz uczestniczący od ponad dekady w krajowych oraz międzynarodowych projektach badawczych z zakresu diagnostyki chorób przenoszonych przez kleszcze, założycielem Centrum Medycznego Wielkoszyński.

Natura ostatnio obchodzi się łagodnie nie tylko z kleszczami. Podobnie sytuacja wygląda np. z komarami. Ostatnie zimy należały do ciepłych, mrozów prawie nie było. Taka aura sprzyja rozwojowi populacji kleszczy – mówi prof. Wielkoszyński

Szacuje się, że nawet co drugi kleszcz jest nosicielem krętków borelii. Na niektórych obszarach Polski występuje do 60 proc. zakażonych kleszczy – jeśli na takiego trafimy, możemy zarazić się boreliozą

Nie bez powodu Polacy boją się boreliozy. – Wcześnie wykryta daje szansę na całkowite wyleczenie. Natomiast w zdecydowanej większości przypadków borelioza rozwija się podstępnie i zostaje wykryta w momencie, gdy poczyniła już nieodwracalne spustoszenia w organizmie. Taka późna borelioza staje się niewygodnym towarzyszem do końca życia, którego obecność wiąże się często ze sporymi wydatkami na leczenie – wyjaśnia ekspert

Co zrobić, gdy ugryzienie nas kleszcz? Czy warto wysłać kleszcza do badania? Jakie są możliwości leczenia boreliozy? Ekspert rozwiewa wszystkie wątpliwości

Natalia Mel: Lato w rozkwicie, a wraz z nim rozkwitł sezon na kleszcze. W tym roku mimo dominującego w mediach tematu koronawirusa, wyjątkowo dużo mówi się o ugryzieniach przez kleszcze. Czy faktycznie rośnie liczba ukąszeń przez kleszcze?

Prof. Tomasz Wielkoszyński: Rzeczywiście można powiedzieć, że kleszcze w tym roku są wyjątkowo aktywne. Oficjalnych danych nt. liczby ukąszeń przez kleszcze w naszej populacji co prawda nie ma, ponieważ obowiązkowi zgłoszenia do sanepidu podlegają tylko pacjenci zakażenia boreliozą.

Mogę odwołać się natomiast do własnych doświadczeń. Rosnącą tendencję widać po liczbie badań przeprowadzanych w naszym Centrum, do którego ludzie wysyłają kleszcze na badania w kierunku nosicielstwa borelii.

Również kilka tygodni po ugryzieniu pacjenci wykonują u siebie badania w kierunku boreliozy. W tym roku badania te cieszą się większym zainteresowaniem niż w latach poprzednich.

Czemu zawdzięczamy wzrostową tendencję wielkości populacji kleszczy, która przekłada się na większą liczbę ukąszeń?

Na wielkość populacji kleszczy wpływa wiele czynników. Jednym z wiodących jest temperatura występująca zimą. Można w uproszczeniu założyć, że im niższa temperatura, tym bardziej przerzedzona zostaje populacja kleszczy. Z drugiej strony, im zimy łagodniejsze, tym słabsza naturalna broń natury w walce w kleszczami.

Natura ostatnio obchodzi się łagodnie nie tylko z kleszczami. Podobnie sytuacja wygląda np. z komarami. Ostatnie zimy należały do ciepłych, mrozów prawie nie było. Taka aura sprzyja rozwojowi populacji kleszczy.

Wspomniał Pan o badaniach kleszczy. To nadal dość kontrowersyjny temat. W mediach pojawiają się różne opinie na ten temat. Dlaczego bada się kleszcze?

Moje stanowisko w tej kwestii jest jednoznaczne i oparte na przypadkach tysięcy pacjentów, którzy trafili do mnie na diagnostykę. Podeprę się w tej kwestii faktami.

Z oficjalnych szacunków wynika, że nawet co drugi kleszcz jest nosicielem krętków borelii. Na niektórych obszarach Polski występuje do 60 proc. zakażonych kleszczy.

Z lokalnych badań kleszczy przeprowadzonych przez Centrum Medyczne Wielkoszyński w okresie letnim 2018r. na terenie Dąbrowy Górniczej i okolic wynikało, że ponad 1/3 kleszczy było zakażonych krętkami borelii.

Zakażony kleszcz to jedno, natomiast ukąszenie przez kleszcza będącego nosicielem borelii nie oznacza od razu, że zostaliśmy zakażeni boreliozą. Czy w takiej sytuacji badanie kleszcza nie jest sztuką dla sztuki? Czy też, jak krytycy twierdzą, wyciąganiem pieniędzy od ukąszonych, pełnych lęków ludzi?

Zgadzam się z tym, że nie każdy zakażony kleszcz zakazi boreliozą osobę, na której żerował. Powiedziałbym nawet, że jest to mały odsetek.

Oficjalne szacunki wskazują, że 4 proc. osób ugryzionych przez zakażone kleszcze zakaża się boreliozą. Czy zatem dla tego 4 proc. ryzyka zakażenia warto wykonać badanie? Na to pytanie, każdy musi odpowiedzieć samodzielnie.

Moje stanowisko w tej kwestii jest jednoznaczne. Po pierwsze, na podstawie doświadczeń tysięcy pacjentów uważam, że te dane są prawdopodobnie mocno zaniżone. Może być to związane z niską wiarygodnością standardowych badań w kierunku boreliozy, którymi bada się osoby ugryzione przez kleszcze. Na podstawie danych naukowych, skuteczność testy ELISA, którym wykonywana jest zazwyczaj diagnostyka wstępna (czyli tzw. test przesiewowy), została oszacowana na poziomie ok. 30-40 proc.

Barierą jest również wciąż niska świadomość ludzi nt. zalet badania kleszczy i w związku z tym wciąż rzadkie wykonywanie takich badań. Utrudnia to zebranie danych na szeroką skalę, które przeważyłyby na korzyść takiego badania. Jak również faktem jest, że coraz częściej, gdy okazuje się, że kleszcz był nosicielem boreliozy, pacjenci decydują się na profilaktyczną antybiotykoterapię, nie ryzykując rozwinięcia się zakażenia. Wtedy, dzięki profilaktyce automatycznie wypadają na wstępie z puli 4 proc. osób zakażonych.

Kleszcze - Infografika

W takim razie po co bada się kleszcza, który nas ukąsił?

Kleszcze bada się po to, żeby wykryć, czy kleszcz był zakażony boreliozą albo koinfekcjami, czyli innymi chorobami przenoszonymi przez kleszcze. Jeśli okaże się, że kleszcz nie był nosicielem borelii, ukąszona osoba zyskuje pewność, że nie „podarował” boreliozy – poważnej choroby, która niewykryta wcześnie, niesie z sobą poważne konsekwencje. Wykrywalność krętków w kleszczu jest większa niż w przypadku wykrywalności boreliozy u człowieka.

Badanie kleszcza metodą immunofluorescencji bezpośredniej ma czułość diagnostyczną na poziomie ok. 85 proc., badanie techniką PCR – na poziomie 90-95 proc.. Jeśli badanie kleszcza zostało przeprowadzone wiarygodnym testem, z dużym prawdopodobieństwem nie zachorujemy na boreliozę.

Zawsze jednak istnieje margines błędu i ryzyko uzyskania fałszywie ujemnego wyniku u kleszcza. Dlatego dla pewności warto po upływie sześciu tygodni u osoby pokąsanej przez kleszcza wykonać badanie w kierunku boreliozy.

Tylko, że wciąż mamy tu 4 proc. ryzyko zachorowania w sytuacji, gdy kleszcz był zakażony. Więc po co inwestować w badanie, które nie daje jednoznacznej odpowiedzi o naszym bezpieczeństwie?

Nawet jeśli ryzyko wynosiłoby te zaniżone 4 proc., pytanie brzmi, jak poważne jest to ryzyko, czyli jakie potencjalne konsekwencje niesie z sobą zachorowanie na boreliozę. I tu znów odwołam się do doświadczeń w mojej kilkunastoletniej pracy z pacjentami chorymi na boreliozę.

Wachlarz objawów u takich pacjentów jest szeroki i bardzo zróżnicowany, a duża część tych objawów dosłownie rujnuje jakość życia i utrudnia, albo wręcz uniemożliwia normalne funkcjonowanie, wyłączając ludzi z pracy zawodowej. Jeśli zestawić tak poważne konsekwencje z konsekwencjami ewentualnej profilaktycznej antybiotykoterapii, bilans wychodzi na korzyść tej drugiej.

Tak samo odpowie chyba każdy pacjent, który zmaga się boreliozą. Bo borelioza wcześnie wykryta daje szansę na całkowite wyleczenie.

Natomiast w zdecydowanej większości przypadków borelioza rozwija się podstępnie i zostaje wykryta w momencie, gdy poczyniła już nieodwracalne spustoszenia w organizmie.

Taka późna borelioza staje się niewygodnym towarzyszem do końca życia, którego obecność wiąże się często ze sporymi wydatkami na leczenie.

Za późną wykrywalność boreliozy odpowiada wciąż niska świadomość lekarzy, którzy nie kojarzą często książkowych wręcz objawów boreliozy z tą chorobą i stawiają inne diagnozy. A z drugiej strony niska skuteczność badań podstawowych wykrywających boreliozę sprawia, że pacjenci z podejrzeniem boreliozy, zostają odesłani z gabinetów z kwitkiem, ponieważ wynik w kierunku boreliozy wyszedł ujemny.

Co w takim razie zaleca pan, gdy okaże się, że kleszcz był nosicielem borelii?

Zasadniczo drogi postępowania są dwie.

Pierwsza mówi o tym, żeby poczekać z włączeniem antybiotyków, obserwować miejsce ugryzienia (może powstać rumień, który daje pewność zakażenia boreliozą), monitorować pojawiające się ogólne objawy i w odpowiednim czasie wykonać badania. Tu do wyboru mamy kilka badań: test PCR (po ok. 7-10 dniach od ukąszenia), test EliSpot (po ok. 4 tygodniach od ukąszenia), czy Western Blot lub Microblot Array (po 4-6 tygodniach od ukąszenia). Proszę zwrócić uwagę, że nie rekomenduję tu testu ELISA, obarczonego wysokim ryzykiem błędu.

Druga droga to natychmiastowe profilaktyczne włączenie antybiotyków. Na podstawie wieloletnich doświadczeń z pacjentami chorymi na boreliozę uważam drugie rozwiązanie za optymalne.

Antybiotyk podany w chwili powstania zakażenia, czyli w momencie, gdy krętki znajdują się tylko lokalnie w skórze, wyrządzi dużo mniej szkody w organizmie niż długotrwałe leczenie w momencie, kiedy doszło do rozsiewu krętków w organizmie. Im wcześniej podejmie się leczenie, tym większa szansa na uniknięcie boreliozy. I należy pamiętać, że rumień pojawia się jedynie u 30 proc. chorych na boreliozę!

Nie jest więc skutecznym wyznacznikiem pojawienia się choroby we wczesnym jej etapie.

Mowa o profilaktyce antybiotykowej. Jakie antybiotyki są rekomendowane w takiej sytuacji?

Na świecie istnieją dwa kierunki postępowania po ekspozycji na krętki, czyli po ukąszeniu przez zakażonego kleszcza, które mają swoich zwolenników i przeciwników. To metody o nazwach IDSA i ILADS. Ostatecznie to pacjent decyduje o metodzie leczenia.

Zalecenia IDSA, zgodne z zaleceniami Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych oraz państwowej opieki zdrowotnej, obejmują jednorazowe podanie 200 mg doksycykliny dla osób powyżej 9. roku życia.

Zalecenia ILADS, amerykańskiego towarzystwa naukowego opowiadającego się za metodą leczenia, którą rekomenduję na podstawie doświadczeń pacjentów, obejmuje 2-3 tygodniowe podawanie jednego z antybiotyków: doksycykliny (dorośli i dzieci powyżej 9 roku życia), amoksycykliny lub aksetylu cefuroksymu.

Co jeszcze można zrobić, żeby zadbać o swoje bezpieczeństwo po ugryzieniu przez kleszcza?

Nawet jeśli wynik badania kleszcza jest negatywny, do trzech miesięcy od ugryzienia warto zachować czujność w kwestii takich objawów u siebie, jak stany grypopodobne, objawy stawowe, zaburzenia poznawcze, bóle głowy, objawy neurologiczne, zmęczenie czy kołatanie serca.

Mogą one wskazywać na boreliozę. Należy brać to pod uwagę, ponieważ nie ma na rynku 100 proc. skutecznych badań i to właśnie nam może się przytrafić sytuacja wyniku fałszywie ujemnego. Bardziej dociekliwie osoby mogą po 6 tygodniach od ugryzienia wykonać badania wykrywające przeciwciała.

A co jeśli kleszcz został wyjęty i wyrzucony?

Podobnie jak w odpowiedzi na poprzednie pytanie, kluczem jest tu obserwacja i wykonanie jednego z wymienionych badań w odpowiednim czasie.

Wróćmy jeszcze na chwilę do badania kleszcza. Jak wygląda takie badanie?

Krętki borelii występują w jelicie i śliniankach kleszcza. Nie ma ich w kończynach, występują natomiast w odwłoku. Nawet w sytuacji, gdy na badanie zostanie przyniesiony kleszcz bez głowy, jest szansa, że badanie wykryje krętki.

Ostateczną decyzję o przydatności diagnostycznej materiału zawsze podejmuje diagnosta przyjmujący materiał. Cały kleszcz zawsze podnosi wiarygodność takiego badania.

Kleszcze badamy w naszym Centrum metodą immunofluorescencji bezpośredniej (tzw. DIF).

Taki kleszcz po dostarczeniu do laboratorium jest homogenizowany, czyli rozdrabniany w celu uwolnienia krętków obecnych w jego przewodzie pokarmowym i śliniankach.

Następnie przygotowywany jest ich rozmaz na szkiełku mikroskopowym, który po utrwaleniu, inkubowany jest ze swoistymi dla krętków przeciwciałami znakowanymi fluoresceiną. Jeśli w preparacie obecne są krętki, to widzimy je pod mikroskopem jako zielono świecące bakterie o nitkowanym lub spiralnym kształcie.

Prof. Tomasz Wielkoszyński Lekarz, doktor habilitowany nauk medycznych i profesor nadzw. dąbrowskiej WSPS. Twórca Centrum Medycznego Wielkoszyński (www.wielkoszynski.pl), od 2008 roku specjalizuje się w badaniach wykrywających boreliozę oraz inne choroby przenoszone przez kleszcze. Przeprowadził wiele krajowych i międzynarodowych projektów badawczych dotyczących diagnostyki serologicznej chorób zakaźnych, m.in. boreliozy. Na co dzień prowadzi ze studentami zajęcia z immunologii, bakteriologii i wirusologii oraz chorób zakaźnych.

Źródło: onet.pl